"Prof. Joseph R. Lakowicz z Uniwersytety w Georgii powiedział, że czuje się oszukany, że komisja Antoniego Macierewicza wykorzystała jego nazwisko w kontekście swojego śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej. Dziś szef zespołu mówi, że coś takiego nigdy nie miało miejsca. Wcześniej jednak polityk sam wspominał o ekspercie w rozmowie z Niezależna.pl.
We wtorek tokfm.pl ujawnił, że jeden z ekspertów zespołu Macierewicza ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej nie miał pojęcia, że jego nazwisko promuje ustalenia parlamentarnego zespołu. - Jestem wściekły. Czuję, że zostałem wystawiony, oszukany. Poproszono mnie o zgodę na spotkanie kurtuazyjne, a potem zostało to przedstawione, jakbym był zaangażowany w prace zespołu Macierewicza - powiedział prof. Joseph R. Lakowicz, ekspert od spektroskopii fluorescencyjnej z Uniwersytetu w Maryland.
Antoni Macierewicz, który w rozmowie z serwisem Niezależna.pl, w kontekście swojej wizyty w USA mówił, że tamtejsi naukowcy - w tym właśnie prof. Lakowicz - cieszą się, że ich praca przydała się członkom jego zespołu. - Podziękowałem Uniwersytetowi w Georgii, że prace wybitnych naukowców tego uniwersytetu tak bardzo są przydatne w badaniu tego dramatu. Oni, podobnie jak prof. Lakowicz, byli bardzo zadowoleni, że prace ich naukowców są tak bardzo przydatne do rozwikłania tragedii smoleńskiej - powiedział Macierewicz.
O powoływanie się na prof. Lakowicza ws. katastrofy smoleńskiej zapytaliśmy Antoniego Macierewicza. - Nigdy nie słyszałem, aby jakikolwiek mój ekspert powoływał się w kontekście katastrofy smoleńskiej na prof. Lakowicza - odpowiada poseł PiS. Zapytany przez nas, czy on również nigdy tego nie robił, odparł z całą stanowczością: - Ależ oczywiście, że nie."
- Jestem wściekły. Czuję, że zostałem wystawiony, oszukany. Poproszono mnie o zgodę na spotkanie kurtuazyjne, a potem zostało to przedstawione, jakbym był zaangażowany w prace zespołu Macierewicza - komentuje dla Tokfm.pl prof. Joseph R. Lakowicz z University of Maryland.
O łączeniu nazwiska prof. Lakowicza z działalnością zespołu Macierewicza jako pierwszy napisał nasz bloger Paweł Pisaniecki.
"Kilka dni temu oraz dziś portal Niezależna.pl opublikował artykuły, z których wynikało, że amerykańska podróż szefa parlamentarnego zespołu PiS ds. badania przyczyn katastrofy smoleńskiej zakończyła się wielkim sukcesem. Sam poseł Macierewicz z nieukrywaną dumą i zadowoleniem opowiadał o wielkim zainteresowaniu tamtejszych naukowców sprawą wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej, którą kręgi naukowe w Stanach Zjednoczonych nadal uważają za nierozwiązaną. Moją szczególną uwagę przykuł fragment, w którym Niezależna.pl oraz sam Macierewicz opowiedzieli o wielkim entuzjazmie i zaangażowaniu w sprawę katastrofy University of Maryland oraz jego naukowej elity" -pisze Paweł Pisaniecki.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,13956518,Naukowiec_z_USA__Jestem_wsciekly__czuje_sie_oszukany_.html#TRrelSST
My także skontaktowaliśmy się z prof. Josephem R. Lakowiczem. Zapytaliśmy go o to, jak dokładnie wyglądało spotkanie. Oto cała odpowiedź prof. Lakowicza:
"Jestem wściekły na te doniesienia. Spotkałem się z panem Macierewiczem w ostatniej chwili, na życzenie pana Nowaczyka. Myślałem, że pan Macierewicz chciał się ze mną spotkać ze względu na moją reputację. Był wtedy w drodze z Nowaczykiem do Waszyngtonu i przejeżdżali koło mojego domu, gdzie akurat pracowałem. To było krótkie spotkanie. Macierewicz podziękował mi za pracę Nowaczyka. Nie odpowiedziałem na to podziękowanie, ponieważ nie chciałem wprowadzić mojego współpracownika w zakłopotanie. Ale też nie wyraziłem w żaden sposób zadowolenia z zaangażowania Nowaczyka w działania Macierewicza. Szybko zmieniłem temat.
Powiedziałem Nowaczykowi, że to w żaden sposób nie jest związane z jego pracą. Nie akceptuję pracy Nowaczyka w tej sprawie, ale nie mogę kontrolować tego, co robi w swoim prywatnym czasie. Wcześniej już mówiłem mu przy kilku okazjach, że nie ma zgody na wymienianie mojego nazwiska, mojego laboratorium lub uniwersytetu w tej kwestii. Poinstruowałem go, żeby każdą dyskusję lub rozmowę rozpoczynał od tego, że to jest jego opinia, a nie uniwersytetu lub moja. Oświadczyłem to zdecydowanie, bez żadnych dwuznaczności, przy kilku okazjach.
Czuję, że zostałem wystawiony albo oszukany - zostałem poproszony o zgodę na spotkanie kurtuazyjne, a potem zostało to przedstawione, jakbym był zaangażowany w te prace. Nie wiedziałem, kim jest Macierewicz i jaka jest jego pozycja. Nie chcę mieć z tą sprawą nic wspólnego i upomnę Nowaczyka za to poważne naruszenie instrukcji, jakie dałem, i zaufania. Cenię swoją reputację naukową i nie chcę, aby została ona naruszona poprzez powiązanie mnie z tą sprawą. Proszę to wysłać panu Macierewiczowi, jeżeli on całą tę sytuację widzi inaczej.
Chciałbym, aby moje zaangażowanie w śledztwo zostało wymazane i sprostowane". Jak dodał, "praca prof. Nowaczyka w moim laboratorium nie jest związana z samolotami lub lotnictwem".
http://www.youtube.com/watch?v=R3EKRqFrSW8
To nie jest jedyny taki przypadek, ale gdybym miał wrzucać tu każde jego kłamstwo zabrakłoby mi czasu na życie, wiec podziwiajmy wtopę Macierewicza i zastanówmy się czy ten mitoman jest w stanie kogokolwiek przekonać do swoich łgarstw.
Strony
piątek, 24 maja 2013
wtorek, 14 maja 2013
Macierewicz kłamie I
"Szok niedowierzanie nad Wisłą. Czy tak prawy człowiek jak poseł Antoni Macierewicz mógł posunąć się do kłamstwa i to w dodatku w sprawie Smoleńska. Na to wygląda!
Ale się porobiło! Jak ustalili dziennikarze śledczy tygodnika Newsweek amerykański uniwersytet Akron NIE finansował badań profesora Wiesława Biniendy dotyczących katastrofy Tu 154 w Smoleńsku. Tymczasem jeszcze nie tak dawno Antoni Macierewicz mówił coś zupełnie innego.
- Te badania kosztowały Uniwersytet w Akron blisko dwa miliony dolarów. Za to nie płaci polski podatnik, za to nie płaci polski rząd, za to płaci podatnik amerykański (...) Polski rząd uważa, że wkładanie w to pieniędzy nie ma żadnego znaczenia. Ale Amerykanie uważają inaczej i dlatego oni na to pieniądze asygnują. - mówił Antoni Macierewicz.
Dziennikarze Newsweeka powiedzieli: sprawdzam i okazało się, że uniwersytet w Akron za badania nie płacił. - Na to konkretne badania nie przeznaczyliśmy żadnych funduszy - podała Newsweekowi Eileen Korey odpowiedzialna za kontakty uczelni z mediami."
Ale się porobiło! Jak ustalili dziennikarze śledczy tygodnika Newsweek amerykański uniwersytet Akron NIE finansował badań profesora Wiesława Biniendy dotyczących katastrofy Tu 154 w Smoleńsku. Tymczasem jeszcze nie tak dawno Antoni Macierewicz mówił coś zupełnie innego.
- Te badania kosztowały Uniwersytet w Akron blisko dwa miliony dolarów. Za to nie płaci polski podatnik, za to nie płaci polski rząd, za to płaci podatnik amerykański (...) Polski rząd uważa, że wkładanie w to pieniędzy nie ma żadnego znaczenia. Ale Amerykanie uważają inaczej i dlatego oni na to pieniądze asygnują. - mówił Antoni Macierewicz.
Dziennikarze Newsweeka powiedzieli: sprawdzam i okazało się, że uniwersytet w Akron za badania nie płacił. - Na to konkretne badania nie przeznaczyliśmy żadnych funduszy - podała Newsweekowi Eileen Korey odpowiedzialna za kontakty uczelni z mediami."
Macierewicz chyba żyje w innym świecie skoro łże w żywe oczy i sądzi, że nikt tego nie sprawdzi.
piątek, 19 kwietnia 2013
Porażka Macierewicza
"Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu badającego katastrofę smoleńską, poniósł wczoraj prestiżową porażkę przed sądem. Poseł PiS będzie musiał przeprosić Piotra Niemczyka, byłego wicedyrektora zarządu wywiadu UOP za rozpowszechniane kłamstwa na jego temat. Sprawa ciągnęła się sześć lat, bo poseł Macierewicz unikał sądu.
W 2007 roku w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Antoni Macierewicz powiedział, że przy prywatyzacji TP SA Niemczyk walnie przyczynił się do aferalnego oddania firmy przez rząd Jerzego Buzka. - Zdziwiłem się, bo nie miałem z tą sprawą nic wspólnego. Zostałem wiceministrem gospodarki, już po prywatyzacji TP SA - mówi Niemczyk.
- Z merytorycznego punktu widzenia sprawa była niezwykle prosta, ale problemy zaczęły się, gdy próbowaliśmy postawić posła Macierewicza przed sądem - wspomina Michał Wysocki, adwokat Niemczyka. Przez dwa lata polityk PiS uchylał się od cywilnego procesu twierdząc, że chroni goimmunitet poselski. Gdy proces się już rozpoczął, najczęściej prosił o jego odroczenie z powodu choroby lub ważnych spraw publicznych, którymi się zajmuje. Macierewicz nie był w stanie przed sądem wskazać żadnego dowodu na związek Niemczyka z prywatyzacją TP SA. Mimo to nie chciał dobrowolnie go przeprosić.
Tuż przed ogłoszeniem wyroku 17 kwietnia przed sądem apelacyjnym adwokat Macierewicza ponownie poprosił sąd o odroczenie sprawy z powodu nieobecności posła. Sąd jednak wydał wyrok i nakazał Antoniemu Macierewiczowi zamieścić przeprosiny Niemczyka w dzienniku "Rzeczpospolita". Wyrok jest prawomocny.
Wysocki w rozmowie z "Wprost" powiedział, że "sprawa Niemczyka pokazała, jak wielkiej determinacji potrzeba, by przymusić posła Macierewicza do przeprosin za rozpowszechniane przez niego oczywistekłamstwo". "
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Antoni-Macierewicz-klamal-porazka-posla-PiS-przed-sadem,wid,15507067,wiadomosc.html
W 2007 roku w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Antoni Macierewicz powiedział, że przy prywatyzacji TP SA Niemczyk walnie przyczynił się do aferalnego oddania firmy przez rząd Jerzego Buzka. - Zdziwiłem się, bo nie miałem z tą sprawą nic wspólnego. Zostałem wiceministrem gospodarki, już po prywatyzacji TP SA - mówi Niemczyk.
- Z merytorycznego punktu widzenia sprawa była niezwykle prosta, ale problemy zaczęły się, gdy próbowaliśmy postawić posła Macierewicza przed sądem - wspomina Michał Wysocki, adwokat Niemczyka. Przez dwa lata polityk PiS uchylał się od cywilnego procesu twierdząc, że chroni goimmunitet poselski. Gdy proces się już rozpoczął, najczęściej prosił o jego odroczenie z powodu choroby lub ważnych spraw publicznych, którymi się zajmuje. Macierewicz nie był w stanie przed sądem wskazać żadnego dowodu na związek Niemczyka z prywatyzacją TP SA. Mimo to nie chciał dobrowolnie go przeprosić.
Tuż przed ogłoszeniem wyroku 17 kwietnia przed sądem apelacyjnym adwokat Macierewicza ponownie poprosił sąd o odroczenie sprawy z powodu nieobecności posła. Sąd jednak wydał wyrok i nakazał Antoniemu Macierewiczowi zamieścić przeprosiny Niemczyka w dzienniku "Rzeczpospolita". Wyrok jest prawomocny.
Wysocki w rozmowie z "Wprost" powiedział, że "sprawa Niemczyka pokazała, jak wielkiej determinacji potrzeba, by przymusić posła Macierewicza do przeprosin za rozpowszechniane przez niego oczywistekłamstwo". "
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Antoni-Macierewicz-klamal-porazka-posla-PiS-przed-sadem,wid,15507067,wiadomosc.html
środa, 10 kwietnia 2013
Dowód na istnienie idiotów
Prof. Rońda:
Mam dokument poświadczający, że piloci nie zeszli poniżej 100 metrów. Według GPS, a dokładność tego urządzenia jest dwa metry. Między TAWS 37 i zaklejonym papierkiem przez ekspertów Millera TAWS 38... Ten dokument mam z Rosji, nie mogę powiedzieć dokładnie skąd. Dostałem go z wiarygodnych źródeł.Polakom się wydaje, że jedynie dwa wywiady są zaangażowane w katastrofę: polski i rosyjski. Dzisiaj informację kupuje się na rynku. Nic więcej nie mogę powiedzieć.
Szkoda, że nikt mu nie podrzucił na wycieraczkę wyników badań lekarskich jego umysłu, na bank znalazłoby się tam, a właściwie nic by się tam nie znalazło, jak zwykle poziom chrzanienia pisowskich idiotów na metr kwadratowy przekracza rubikon. Gratuluje kolejnemu profesorowi wybrnięcia z tak trudnej sytuacji, nie da się z idioty zrobić idioty, skoro idiota sam to robi.
Nie zamyka się w więzieniach ludzi ograniczonych umysłowo i z objawami demencji starczej, to nie jest humanitarne. Jednak w jego przypadku gdy robi to świadomie i z premedytacją wmawiając ludziom, że wie coś i jest w stanie to udowodnić, materiałami nabytymi nielegalnie od niewiadomego źródła i niewiadomego pochodzenia, to jestem za wyciągnięciem wobec niego konsekwencji. Niech się dureń nauczy, że jak chce w ten sposób pogrywać to niech najpierw zacznie traktować ludzi z szacunkiem a nie jak ciemną masę, która łyknie bajkę o jego rzekomej wiedzy, według niego samolot nie zszedł poniżej 100 metrów, teraz gdy przyznał się do kłamstwa i braku tych dowodów można go tylko ignorować, bo kto wie ile jeszcze kłamstw jest w stanie przekazać opinii publicznej swoim rzekomym autorytetem. Nawet profesor może się zeszmacić, zwłaszcza w Zespole Parlamentarnym
Subskrybuj:
Posty (Atom)