niedziela, 30 września 2012

Marsz zombi.

   Każdy kto widział ten idiotyczny marsz mógł odnieść wrażenie, że na ulice wyszły zombi. Wolno z mozołem ciągnęli nogę za nogą z okrzykiem mózg, mózg, mózg, a mózg oczywiście nie odpowiadał na ich wołanie. Zresztą nawet gdyby odpowiedział i tak efekt byłby taki sam. Bezmyślność tego marszu jest oczywista, efekt zerowy, jeżeli gdzieś odbywają się przeróżne marsze bije od nich siła, potęga oraz chęć życia, tu było widać, że finał może skończyć się tylko na cmentarzu w celu dokonania aktu tragedii ich bezsensownego jałowego życia.

   Hiszpańską tradycją jest corrida, Włosi mają pizze, amerykanie, myszkę miki, coca colę oraz Paris Hilton, Rosjanie mają matrioszkę, szkopy mercedesy i oktoberfest, Egipcjanie piramidy i sfinksy a my mamy tradycję kopania w glebie w celu wykopania kolejnego zombi i wykorzystywania go w polityce.

   Jako krytyk tego typu działania czuje oburzenie jednak czuje też niedosyt i pragnienie, a wręcz domagam się powtórek, nic tak nie bawi w politycznym show, jak kolejny odcinek zombi na wycieczce autobusowej w centrum stolicy. Gdyby tak jeszcze podkręcili atmosferę, sequele mają to do siebie, że bez lepszego scenariusza kiepsko się sprzedają. Chociaż w przypadku zombi nie ma to dużego znaczenia, powtarzanie tym samych haseł w zupełności wystarczy.